No to się napijmy…

Jak człowiek ma swojego bloga (swój blóg – też nieźle brzmi) to sobie może i czyni skoro może. To ja nie będę pisał o:

No dobra. Po prostu nie napiszę o wielu rzeczach gdyż albo się nie znam na nich, albo czasu nie mam, albo po prostu moi szanowni “koledzy po blogowym fachu” juz popełnili słów kilka w materii tejżej.

Jednak coś napiszę. Na razie “narysuję”:

Mamo – niestety – nieraz i takich słów trza użyć.

O co chodzi? Otóż o to, że sesję jużem skończył i na rok kolejny się wybrałem. I mam o tym ochotę napisać, a właściwie nie o tym tylko właśnie to napisać gdyż opisywać jako tako tego nie będę. Powiem Wam, że pogromy maści przeróżnej były. Zdarzało się, ze 18% nie poległo zostawiając na polu architektonicznej walki broczące potężnie krwią bataliony. Gdyśmy asemblerowo stringi (nie, nie te Grażynowe) porównywali to lud płakał, łkał i drapał. Dałem radę i właśnie o tym piszę, bo pisze o rzeczach ważkich.

Jeszcze do tej śmiesznej czapki, co i tak jej nie założę gdyż pewnie czasu i chęci nie znajdę, trochę czasu pozostało to jednak kroczek dalej wykonany. Tak więc @sh ja już po, a Ty? Mam nadzieję, że również.

Wydarzyło się jeszcze coś wielkiego, ale o tym nie tu…

PS. Wklikiwaliście kiedyś w google słowo “absolwent” szukając grafik? Nie? – to proszę 🙂 W sumie dlaczego nie?

2 thoughts on “No to się napijmy…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *