A któż mi zabroni…?

Pisanie bloga, takiego swojego własnego ma jedną (przynajmniej) niezaprzeczalną zaletę. Gdy w końcu uda się człowiekowi wykupić serwer, zainstalować WP czy inne cudo, poustawiać to jakoś, poceesować, powiedzieć kilku znajomym, że takowego bloga się posiada, można usiąść z przysłowiową szklanicą burbona, grubaśne, kancerogenne cygaro dumy zapalić i…

Ano właśnie – nic nie trzeba. Oczywiście blog – przynajmniej ten który chce być czytany, chce mieć przyjaciół i w riderze google wielu znajomych posiadać – powinien traktować o rzeczach ważkich, a jak nie ważkich to przynajmniej w sposób ciekawy to czynić o inszych inszościach.

Co więcej?

Otóż koniecznie powinien być updatowany, notki różniste (ale koniecznie ciekawe i “słuszne”) zawierać. Autor rzeczonego wiedzieć o swej działce winien wszystko, a – coby na nieuka nie wyjść – w 38 innych dziedzinach zorientowanie jego i obycie wysokim być powinno.

“A ja Wam powiem, ja Wam powiem wszystko ch…”

Coby rozśpiewanego neurologa zacytować.

Nie ukrywam, że jakoś nie planowałem dziś wielkiego blogowania. Co więcej – nic nie chciałem pisać. Jednak jak człowiek sobie po Sieci spaceruje to natyka się na rożne różności. A jak rzeczone znajdują się na jednej z bardziej popularnych stronek(pewnie słyszeliście), której używa się sporawo, to jednak do głowy się owe wbijają.

Większość (początkowo chciałem napisać wszyscy) znają googlową akcję “doodle“:

Jej centralny “punkt” czyli Dennis Hwang przy każdej nadarzającej się okazji zamienia logo google w cosia (o tym chyba zapomniał – strony błędów). Dziś przypomniał nam o “Dniu Ziemi“.

No dobra, ale w sumie nie o tym.

Jak rzekłem, blogownicy nic nie muszą. Mogą na blog wrzucać dziennie notek kilkanaście, ale nie muszą. Mogą pisać codziennie, ale nie muszą. Mogą pisać o wąskim, wyspecjalizowanym zagadnieniu, ale nie muszą. Mogą być blogosferowo poprawni, ale nie muszą.

Tak się szczęśliwie składa, że ma skromna osoba należy właśnie do tego kręgu. Mogę pisać, ale nie muszę. Oczywiście nie obrażę się jak komuś się mój blog spodoba, nie będzie mi smutno gdy logi wskażą, że niekiedy ktoś tu bywa. Pewnie właśnie dlatego od dłuższego czasu nic nie pisałem. Nie musiałem.

Więc o co chodzi?

Otóż dziś uskutecznię blogowe oczyszczenie. Takie przemyśleń wylewanie.

Dlaczego? – otóż między innymi dlatego, że mogę.

  1. ciężko uskutecznić mi dziś jakiś wpis tematyczny, techniczny czy… na nieważne jaki – jak zwał tak zwał. Jak pewnie widzicie WIOSNA ot i dlaczego…
  2. prasówkę popełniając przeczytałem o fajnym podglądaczu blipowych obrazków: Blipogaleria. Jak na razie nie udało mi się jeszcze wrzucić galerii do mojego blipa – dostaję info , że źle zamykam znaczniki. Dziwne zważając na to, że wstawiam img w diva. Będę jeszcze dumał.
  3. strasznie wolno działa mi dziś komp – masakra;
  4. Czara znalazł ciekawo-śmieszny post i wrzucił go na blipa. Jak później obaczyłem, na flakerze (tam przynajmniej widziałem) często i gęsto komentowany. Czyżby wypływ komentarzy poza blog o czym swego czasu pisał Marcin był faktem?
  5. jak strasznie wolno działa mi komp!!!!!!!!!
  6. popieram akcję linkujmy. Uważam, że ułatwia ona bardzo poruszanie się po Sieci, co więcej – mam wrażenie, że posty z linkami stają się strawniejsze dla czytelników;
  7. pisanie myśli w punktach jest fajniejsze niż tworzenie całych wielkich rozbudowanych i spójnych postów. W sumie może nie fajniejsze, ale łatwiejsze. Unikam sytuacji, że więcej czasu spędzam nad obróbką obrazka w GIMPie etc. Rafał – zgadzam się;
  8. plotkowanie o mikrocelebrytach chyba umarło. Pomimo wsparcia (nie wiemy jakiego dokładnie) gazety, mikroplotek chyba nie dał rady;
  9. sprzedający strzeżcie się, musicie mieć aktualnego fona. IMHO mądre choć może być upierdliwe. W skrócie chodzi o to, że eBay może opóźnić wystawienie aukcji tym sprzedawcom, z którym nie uda się nawiązać połączenia telefonicznego celem weryfikacji użytkownika (wtedy gdy korzystają z komputera “niegłównego”). Polski eBay już wprowadził zmiany. Wszystko będzie działać w oparciu o LSO, więc jeżeli ktoś z Was sporo sprzedaje i chce się przekonać jak to działa niech wyczyści LSO, ciasteczka (ewentualnie pójdzie na innego IPa) i spróbuje wystawić aukcje;
  10. dlaczego pisałem o google? – bo mają (mieli) zielone wiosenne logo, a ja wiosnę lubię;
  11. Last.fm miał energetyczny zawał – ale już śmiga;
  12. ciągle nie mogę zdecydować się na tapetę:
    vs.
  13. Pełen i niezmienny szacun dla Stereoboy‘a za KNO. Jestem pełen podziwu dla Twojej wiedzy i pasji. Tak trzymać. Zawsze czytam!!!
  14. reklama to nie mój świat. Nie znam się na tym nic, a nic. Na zjadaczu reklam Erieny i mediafunie kończy się moje aktywne uczestnictwo w świecie reklamowym. Niemniej jednak polecam Reklamę od kuchni – to chyba rzeczywistość agencji. Mylę się?
  15. wybieram się na “Internet Płaszczyzną Globalizacji Handlu“. Myślę, że może być ciekawie.
  16. chyba będę pisał w punktach (ale nie wypunktowując kropami – Marcin – jeno liczbami). Jakoś lepiej mi się pisze…

4 thoughts on “A któż mi zabroni…?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *